I oto w końcu wojna z p2p dotarła do Europy. Wprawdzie już wcześniej we Francji pojawiły się niezwykle ciekawe przepisy, najostrzejsze w Europie, ale teraz mamy sytuację, kiedy nowe regulacje prawne zarażą całą Unię Europejską.
Unia Europejska, znana w komputerowo-internetowym światku z tego, że lubi dowalać milionowe kary Microsoftowi, a jednocześnie zakazuje sprzedaży komputerów bez zainstalowanego systemu operacyjnego (Bądź chcą zakazać sprzedaży komputerów z OS’em, w zależności od opcji politycznej, która rządzi w UE. Same mądrale w tej UE, Lech Wałęsa rzeczywiście pasuje tam doskonale, panie Premierze.) pracuje nad takimi przepisami, by cały ruch p2p w UE zablokować i zdelegalizować. Czytamy w niezastąpionym Dzienniku Internautów:
Parlament Europejski pracuje obecnie pod przewodnictwem francuskiego socjalisty Guy’a Bono z Komisji Kultury i Edukacji nad sprawozdaniem dotyczącym sytuacji branży kulturalnej i możliwości jej poprawy.
Reprezentująca największe wytwórnie muzyczne organizacja IFPI wykorzystała tę okazję do próby przeforsowania pomysłów zmian prawnych mających zabezpieczyć interesy swych klientów.
W przesłanym wszystkim członkom Komisji dokumencie podkreśla, iż providerzy internetowi nie zrobili do tej pory niemal niczego, aby ukrócić “masowe piractwo muzyczne w sieciach p2p”. Jednocześnie wiele firm dostarczających łącza dość często ogranicza przepustowość łącz, aby zaoszczędzić koszta związane z ogromnym ruchem danych w ramach tego typu sieci.
Idąc tym tropem myślenia, oprócz zablokowania p2p należałoby rozprawić się np. z YouTube i Google Video, wszak możemy tam znaleźć teledyski, jak również utwory muzyczne. A że znajdują się tam zazwyczaj nielegalnie, a nie sposób zablokować wrzucania teledysków na w/w serwisy, należy go zablokować!
Idziemy dalej…
Obok wprowadzenia systemu filtrów kontrolujących pod względem legalności pliki, którymi wymieniają się internauci (przywołując tutaj jako przykład decyzję sądu belgijskiego), organizacja proponuje całkowitą blokadę konkretnych protokołów p2p, a także odcięcie dostępu do wskazanych przez IFPI witryn internetowych (typu AllofMP3.com bądź The Pirate Bay).
Filtry kontrolujące? Śmiech na sali, prędzej Legia Warszawa wygra Ligę Mistrzów, niż coś takiego dobrze działającego się pojawi. Blokada stron? Ciężko założyć inną domenę bądź zmienić serwer?
Jak rozumiem, zapis “całkowitą blokadę konkretnych protokołów p2p” oznacza, że nie wszystkie mogą być blokowane. Jeżeli tak, chciałbym wiedzieć, jakie to będą niezablokowane i dlaczego. Serwisy pokroju Jamendo bardzo chętnie się tego dowiedzą. Podobnie jak twórcy różnego rodzaju darmowego oprogramowania.
Dobra dobra, wszyscy wiemy, że p2p służy głównie do nielegalnych rzeczy. Boli to jednak tylko i wyłącznie największych producentów muzycznych i kilku głupich zespołów pokroju Metallica. Nie słucham mainstream-owej muzyki, gdyby nie p2p nie znałbym 99% tego, co dziś słucham. Nie miałbym żadnej z kilkunastu oryginalnych płyt, które mam. Popularni artyści zarabiają głównie na koncertach, z płyt większość do kieszeni pakują producenci. Zresztą ci znani artyści coraz głośniej mówią o tym, że p2p im nie przeszkadza. Przeszkadza więc tylko i wyłącznie mającym wielkie wpływy międzynarodowym organizacjom takim jak RIAA czy IFPI.
Jeżeli chcą zablokować ruch p2p, znajdzie się inny sposób. Już teraz mnóstwo albumów ściąga się z takich serwisów jak rapidshare. Jak chcą to zablokować? Zdelegalizować serwisy na których można udostępnić plik większy niż 3mb? Ograniczyć przepustowość łącz (w trosce o providerów oczywiście!) do 20kB/s, bo tyle wystarcza do przeglądania stron? A dlaczego ci głupcy z UE nie chcą zablokować e-maili, przecież grubo ponad 90% e-maili to nielegalny przecież spam! No ale to im nie przeszkadza…
Po różnych próbach pokonania p2p, głównie poprzez zabezpieczanie płyt (zakończone skandalem z zabezpieczaniem płyt rootkitem przez Sony), wielcy tego świata zmieniają taktykę. Nie mam wątpliwości, że przegrają i tą rundę. Jak nie p2p, znajdzie się inny sposób masowego przesyłania plików.




